Przyjaźń pasjami pisana

Lubimy tworzyć. Ze słów, nut, tkanin, włóczek, mulin - nasze osobiste kąciki i wspólną przyjaźń.

Wpisy

  • niedziela, 09 października 2011
    • Kawowo

      Dostałam wymiankową paczuszkę kawową. :) Trochę trwało, zanim odebrałam ją z poczty, ale najważniejsze, że jest i cieszy me oczy każdym elementem. Bo Ola idealnie trafiła w mój gust!

      Oto, co dostałam:

      wymiankakawa

      Uwielbiam zapachowe świeczki, inkę, czekoladę, kolczyki, zakładki, brązy (jako kolor), tofelki, kawkę i nawet tę ciekawą owsiankę. :) Wszystko oczywiście będzie skonsumowane, zakładka w książce, a kolczyki już miały premierę w uszach - świetnie się je nosi, są leciutkie i bardzo efektowne:

      kolczykikawa

      Kawowe świeczuszki pozwoliły mi się wczoraj zrelaksować po męczącym pierwszym dniu szkolenia. Niemałą zasługę w tym relaksie miał też zespół Queen i mój kochany Gillanek, która mi zafundowała grzańca. Pysznego. Tak pysznego, że dziś, na drugim dniu szkolenia, miałam wyśmienity humor. :D:D:D Mam nadzieję, ze nikt mi tego nie miał za złe. :P

      Zakładka od Oli wprawiła mnie w lekkie zawstydzenie, bo jako wielbiciel kawy powinnam się choć trochę znać na jej rodzajach, a moja znajomość tychże kończy się na menu jakiejś najbliższej kawiarnianej sieciówki. Ale co tam, zawsze się można douczyć. I zakładka od Oli na pewno się tu przyda:

      zakładkakawa

      Zrobiłam zdjęcie obu stron zakładki. Perfekcyjnie wykonana, leciutka, cudowna. Ale jak tu teraz czytać bez kawki... No nie da się. Uzależnię się od tego napoju na amen, jak będę tej zakładki używać. :P

      Olu - dziękuję serdecznie raz jeszcze! Sprawiłaś mi wielką, wielką radość i ze wszystkim idealnie trafiłaś w mój gust!

      Moja niespodzianka się tworzy, codziennie po trochu, bo jak nie szkolenie, to praca od rana do wieczora i ciężko czas wykroić. Ale wyrobię się z wysłaniem do wyznaczonego przez Martę terminu, więc jeśli czyta to ktoś, kto bierze udział w wymiance i jeszcze nic nie dostał, może trafił właśnie na mnie i musi cierpliwie poczekać. ;)

      A ostatnio (hm, czy 2 tygodnie temu to ostatnio? ;)) miałyśmy wieeeeelką przyjemność przygarnąć na kilkanaście godzin przemiłe dziewczę wracające z Japonii do Torunia. Odebrałyśmy ją z lotniska, dałyśmy jedzonko (chciała po prostu chlebek z masłem, chyba do tych najprostszych rzeczy tęskni się najbardziej) i wyciągałyśmy wrażenia z jej 1,5-rocznego pobytu w Tokio. W podziękowaniu za gościnę i nocleg zostałyśmy obdarowane japońskimi słodyczami i małymi upominkami. Ja oczywiście wszystko od razu połknęłam (straszny ze mnie łasuch), a najlepsza była słodka pasta z fasoli. :) I słono-słodkie czekoladki. Japończycy są szalenie specyficzni, nawet (a może zwłaszcza) w kwestii jedzenia. Ale to temat na książkę, których zresztą o Japonii jest niemało, my z Gillankiem marzymy, żeby to wszystko obejrzeć i tę "japońskość" poczuć na własnej skórze. Może kiedyś odłożymy wystarczającą sumę, bo Japonia do tanich krajów niestety nie należy.

      A niespodzianką dla mnie są takie śliczne kokardki-spinki do włosów z tokijskiego salonu claire's. Będę się chyba musiała przekonać do ozdób do włosów, bo brązy kocham, więc idealnie pasują mi do moich jesiennych ciuchów. :)

      spinki

      No i lecę popchnąć do przodu moją wymiankową niespodziankę. Też w brązach. ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Kawowo”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      morsia
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 października 2011 23:08
  • środa, 21 września 2011
    • Dawno to było :)

      Dawno, dawno, bo zupełnie nie jestem na bieżąco i ze swoim blogiem, i z Waszymi. Ale zanim przejdę do zaległości - dziękuję w imieniu Gillanka i swoim za Wasze wizyty i komentarze - pewnie same wiecie, ile radości sprawia nawet kilka najprostszych słów. Cieszę się, że wiele z Was zagląda do nas stale - serdeczne wirtualne uściski dla Was. :)

      No to teraz po kolei. :) Ogromną niespodziankę sprawiła mi jakiś czas temu Agnieszka. Poznałam jej blog dzięki candy z książką o Edwardzie Tulanie, które udało mi się wygrać. Nie omieszkałam co jakiś czas podglądać, co też ta zdolna kobietka tworzy i zachwyciłam się pewnego razu pięknymi kolczykami, czemu dałam wyraz w komentarzu. No i do czego to doprowadziło? Aga mi je podarowała! Są przecudne, w moim kolorze, nosiłam je już parę razu i na pewno jeszcze będę. Bardzo je polubiłam - Agusiu, jeszcze raz wielkie, wielkie dziękuję!

      kolczyki

      A w jakiś czas po kolczykach przyszła paczuszka z książkowej wymianki u Oli. Motto ("Czytanie jest dla umysłu tym, czym gimnastyka dla ciała") i książkę wybierała dla mnie Anja. Tak szczerze to ja nawet wolę gimnastykę umysłu niż ciała. Leń ze mnie straszny. :P Prócz karteczki i książki Anja włożyła do koperty również piękną kartkę z kolejną sentencją o książkach autorstwa Francisa Bacona: "Książki - okręty myśli żeglujące po oceanach czasu i troskliwie niosące swój drogocenny ładunek z pokolenia w pokolenie".

      wymianka od Kasi

      Bardzo, bardzo dziękuję! Książkę na pewno przeczytam, ale za czas jakiś, bo ostatnio odkryłam, że po zapisaniu się do jednej biblioteki w którejkolwiek dzielnicy Warszawy, mam dostęp do wszystkich bibliotek w tejże dzielnicy. A że ja zapisałam się do dwóch bibliotek w dwóch różnych dzielnicach, to lekką ręką licząc mam 30 bibliotek do dyspozycji. Książkoholicy wiedzą, co to znaczy. :D:D:D

      Zbliżam się do wielkiego finału tego wpisu. :P Uwaga, uwaga, mam dobre wieści dla jednej z uczestniczek naszego ciasteczkowego RR - Aguś, Twoja kanwa już niedługo trafi do Ciebie z kompletem obrazków! Zostały bowiem do wyszycia tylko dwa. :)

      kanwa agi rr

      Trochę wyjechałam z nickami za linię graniczną, ale najwyżej sobie wyprujesz. :P

      ciastka RR

      Kanwa już powinna być u Kamali, a ja zatęskniłam za ciastkami. Niestety takich, które mogę jeść, w sklepie nie uświadczę, więc piekę sama. Ale że lubię piec, to nie narzekam. :P Zapewniam, że są pyszne, mimo że zdrowe, bo czasami to jedno nie idzie z drugim w parze. ;) Przepis z forum wegedzieciak, ale trochę go zmieniłam:

      - 1/2 szkl kaszy jaglanej ugotowanej w szklance wody ze szczyptą soli
      - 2 mocno dojrzałe banany
      - 3/4 szklanki rodzynków i żurawiny
      - 3 łyzki mąki żytniej razowej (albo innej, ja daję różne bezglutenowe, ostatnio amarantusową i kamut)
      - 3 łyzki platków owsianych (albo w wersji bezglutenowej płatków jaglanych)
      - 1 łyżeczka cynamonu
      - 50 ml oleju
      

      Miksujemy na w miarę gładką masę kaszę, banany, namoczone rodzynki+żurawinę, olej, dodajemy cynamon, mąkę i płatki, układamy na blaszce wyłozonej papierem do pieczenia. Pieczemy ok 35 minut, najlepiej patrzeć, żeby się zbytnio nie przypiekły spody, ja za pierwszym razem trochę je spaliłam. :P Dla mnie są pyszne, potrafię je zjadać jedno za drugim aż do pustego talerza i nie mam wyrzutów sumienia, bo są bez cukru. :D

      ciastka

      Teraz czeka mnie przygotowanie niespodzianek na wymiankę kawową u Marty. Obie z Gillankiem się zapisałyśmy, obie mamy pomysły, więc teraz realizacja i nadzieja, że się naszym wymiankowym połówkom efekty spodobają. ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Dawno to było :)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      morsia
      Czas publikacji:
      środa, 21 września 2011 00:52
  • poniedziałek, 12 września 2011
    • Przesyłki z bliska i z daleka

      W ostatnim tygodniu nasza miła Pani Listonosz odwiedzała mnie aż dwukrotnie. :) I choć jednej przesyłki byłam pewna, druga zaskoczyła mnie totalnie. Ale po kolei...

      Wiedziałam na pewno, że przyjdzie do mnie książka z wymianki, którą organizowała Ola (raz jeszcze wielkie dzięki, Olu!) i faktycznie, szybciutko i bez problemów przywędrowała do mnie paczuszka od mojej krajanki-Wielkopolanki, Kasi.

      wymiankaola

      Otrzymałam bardzo ciekawą książkę, którą od razu zaczęłam czytać (w tym miejscu przesyłam pozdrowienia dla pewnego Pana doktora K., który na ostatnim roku studiów robił nam niesamowite wykłady o Templariuszach!), a także, choć to nie było wymogiem - 2 kawki. :) Ola poprosiła, abyśmy do każdej wysłanej paczuszki dołączyły motto, które jest dla nas ważne. Kasia podarowała mi śliczną kartkę, a na niej cytat z Szymborskiej, który ma dla mnie wartość bardzo sentymentalną, więc tym bardziej się cieszę i jeszcze raz serdecznie Ci, Kasiu, dziękuję! :*

      Żeby było śmieszniej, paczkę dla Kasi przygotowywał Żuczek! Zabawny zbieg okoliczności. :)

      Natomiast druga przesyłka, która była miłym zaskoczeniem, przyszła z Ukrainy, od wieloletniej koleżanki, Utoshi. Zdziwiłam się, bo ja w tym samym czasie wysłałam jej parę drobiazgów z okazji urodzin, więc nie spodziewałam się niczego w zamian.

      utoshi

      A dostałam dużo cudowności! Słodkie skarpetki w truskawki, torebeczkę, naklejki, 2 breloczki, a także przepyszne, ukraińskie słodycze... Ale dwie rzeczy rozbroiły mnie kompletnie... ;D

      sparrow

      Uśmiałam się - batonik, tudzież pierniczek, a na opakowaniu Jack Sparrow! :D Nie jestem wielką fanką Deppa, ale w tej roli go uwielbiam! Najśmieszniejsze, że Utoshi nie miała o tym pojęcia i to wszystko jest dziełem przypadku! Tylko teraz dylemat - zjeść Sparrowa, czy nie...? :P

      kolczykiodu

      To jest natomiast najlepszy prezent od niej - własnoręcznie zrobione kolczyki. Są śliczne - proste, eleganckie, w moim stylu...szkoda tylko, że nadal nie mam przebitych uszu... ;D Ale wszystko przede mną, już prawie dojrzałam do tej decyzji!

      Miło jest dostawać prezenty! Ale miło też robić coś dla kogoś. Ja właściwie bardziej cieszę się, gdy ktoś, kogo obdarowuję, jest szczęśliwy i usatysfakcjonowany z moich podarunków. :)

      Oto więc postępy w prezentowym, poduszkowo-urodzinowym Kocie numer 1:

      kottt

      Jest dobrze, mam niezłe tempo, z chęcią siadam do wyszywania i myślę, że zdążę na czas. Zaraz po kotach dla Pani Teresy na tapecie wylądują prezenty dla Kogoś, kto został mi przydzielony w losowaniu w Wymiance Kawowej u Marty. Pomysł już mam, gorzej z czasem, ale jestem dobrej myśli, co mnie motywuje i dłubię krzyżyki w kotach kiedy tylko mam wolną chwilę. :)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Przesyłki z bliska i z daleka”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      gillanek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 września 2011 22:38
  • piątek, 02 września 2011
    • Miszmasz imieninowy

      Nie mam ostatnio humoru. Pewnie mnie końcówka lata tak nastraja melancholijnie, choć przecież lubię wrzesień, złotą polską jesień, chodzenie na grzyby, zbieranie liści, korale z jarzębiny i porządki na działce (ach te pieczone ziemniaki, wprost z ogniska!)...

      Żeby nie wpędzać się w smutny nastrój, podgoniłam nieco karuzelowego konika - akurat kolory ma takie wesołe, że człowiekowi się wiosennie na sercu robi. :)

      konik123

      Niestety - znów biedak poszedł w odstawkę, a to za sprawą innego zwierza:

      kotek

      Coś już widać.

      Będą dwa kotki. I wylądują potem na kolejnej poduszce - mama poprosiła mnie, żebym zrobiła podobną poduszkę, jaką podarowałam jej w tym roku na urodziny - tym razem dla maminej koleżanki. I koleżanka i mama są miłośniczkami kotów, więc wybór nie jest przypadkowy. A ja muszę się streszczać, bo Pani Teresa w październiku ma podwójne święto i koty mają się stawić na imprezie imieninowo-urodzinowej. Przeprosiłam więc konika i cały wolny czas poświęcam kotom. Mam nadzieję, że zdążę. :)

      A wspominając imieniny, chciałam Wam pokazać część składową prezentu dla kuzynki... Spóźniony prawie o miesiąc, bo też miesiąc w domu mnie nie było, ale wiem, że się spodobał i to mnie cieszy niezmiernie, bo z dystansem jeszcze podchodzę do moich prób decoupage'owych.

      ramka

      Akcenty fioletowe, bo Marta ma pokój utrzymany w tej kolorystyce.

      Ale to i tak nic w porównaniu z tym, co ja dostałam od niej! Aż mi się łzy w oczach zakręciły z wrażenia...

      perfumy

      Ta urocza panienka to nic innego jak flakonik perfum (dokładniej rzecz biorąc, to panienka jest korkiem) Love z serii Harajuku Lovers.

      Perfumy, których zawsze byłam ciekawa i myślałam, że fajnie byłoby jakiś zapach z tej serii mieć. Może nawet nie dla samego zapachu (bo nawet nie wiedziałam jak pachną), ale że jestem gadżeciarą - to dla buteleczki i faktu, że Gwen Stefani (wokalistka No Doubt - to wyjaśnienie dla totalnie zielonych) stworzyła serię zapachów, aby oddać hołd dziewczętom z Harajuku - tokijskiej dzielnicy ludzi młodych, modnych i mających swój własny styl.

      Najśmieszniejszy jest fakt, że Marcia nie miała pojęcia o tym, że ciekawiły mnie owe perfumy... W czasie wakacji zwiedzała Belgię i zastanawiając się nad jakimś prezentem, wpadł jej w ręce kartonik z japońskimi krzaczkami. Stwierdziła, że skoro po japońsku, to się pewnie ucieszę, więc mi weźmie...

      Jaka to ja jestem nieskomplikowana i przewidywalna, prawda...? ;P

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Miszmasz imieninowy”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      gillanek
      Czas publikacji:
      piątek, 02 września 2011 23:17
  • niedziela, 28 sierpnia 2011
    • W podróży


      W podróży RR-owej i literackiej. Ale po kolei. :)

      Długo się za ten mały hafcik nie mogłam zabrać, no ale czas mija, termin goni, a ja w polu. Dziś się w końcu zebrałam i w parę godzin powstało takie waniliowe coś:

      babeczka wanil

      Z nas dwóch Gillanek nie przepada za wanilią, a ja nawet lubię. To znaczy lubię w jedzeniu, bo kosmetyki waniliowe już niekoniecznie do mnie przemawiają, za słodkie są. Choć to dziwne, bo na przykład czekoladowe czy kokosowe uwielbiam. :)

      Nie zdążyłam zrobić zdjęcia wyszytym wcześniej pieguskom, jakoś dla odmiany za szybko mi z nimi poszło. :) A cała kanwa, która obecnie u mnie gości, wygląda tak:

      kanwa Moniki

      Coraz piękniejszy ten obrazek. :) W poniedziałek wybierze się w dalszą podróż, a następny w kolejce do wyszycia jest słodziutki kawałek tortu. Ech, zjadłoby się...

      ...tylko czasu na pieczenie mam mało, bo mnie ostatnio wciągnęły bardzo mocno książki. Czytam i czytam, i czytam... Chyba mam takie zrywy - raz dopadam do kanwy i haftuję zapamiętale, a raz do książek i nosa z nich nie wyściubiam. Trudno mnie od jednego albo drugiego oderwać. Jak Gillanek jest u mnie, to lepiej, gdy haftuję, bo przynajmniej możemy pogadać, a jak wpadnę w ten mój czytelniczy amok, to ona biedna musi sobie szukać zajęcia. ;)

      Tydzień temu byłam w moim rodzinnym miasteczku i podczas zakupów wypatrzyłam sobie książkę Martyny Wojciechowskiej "Kobieta na 2 krańcu świata". Coś mnie podkusiło i wzięłam. :) Akurat wtedy kończyłam też "Podróże" Jana Potockiego, więc mi się ładnie skomponowały dwie podróżnicze książki. Ale jakie różne...

      ksiazki

      (zdjęcia: Potocki - antykwariat-bazar.pl, Wojciechowska - merlin.pl)

      Do Potockiego czuję jakiś niezmierny sentyment, od kiedy przeczytałam jego "Rękopis znaleziony w Saragossie", bardzo mi się ta powieść spodobała, więc jak w bibliotece przyuważyłam "Podróże", to capnęłam. Nieważne, że Potocki opisuje kraje, ludzi, wydarzenia sprzed ponad 200 lat - robi to w tak charakterystyczny sposób, czasem z lekkim przymrużeniem oka, czasem szalenie poważne, że tamten świat fascynuje w nie mniejszym stopniu niż dzisiejszy. Na to wydanie składa się kilka podróży Potockiego i relacja z każdej jest inna, autor raz skupia się na opisie obyczajów, zachowań ludzi, przyrody, architektury (np. w listach pisanych z Turcji i Egiptu), to znów podróżując do Holandii prowadzi zapiski informujące o przebiegu wojny domowej, a znalazłszy się w Saksonii wypatruje na jej terenach śladów bytności plemion słowiańskich. Mnie najbardziej ubawił opis "zmagań" poselstwa wysłanego przez cara Rosji do cesarza Chin, które to poselstwo wcale do Chin nie dotarło, zatrzymane na terenie Mongolii "dzięki" totalnej ignorancji przez posła przyjętych na tych terenach zachowań, wchodzących w skład obowiązującej poselstwa etykiety.

      Ten opis kończy całą zawartość książki, która choć w niektórych miejscach faktycznie była dla mnie już niejasna (np. nazwy geograficzne, których trudno już szukać na mapach, nazwy miejscowych plemion), to dzięki takim "smaczkom" jak ten opisany powyżej dostarczyła mnóstwa czytelniczej przyjemności.

      Już z trochę innej bajki jest książka Martyny Wojciechowskiej. Przyznam, że byłam do niej trochę uprzedzona, bo o ile (z tych bardziej znanych) po Beatę Pawlikowską, Pałkiewicza i Cejrowskiego sięgałam bez problemu, to po nią jakoś ciężko było. Ale się przemogłam i jestem pod całkowitym wrażeniem, wpadłam po uszy, czytałam pół nocy. I tak naprawdę nie wiem, co mi się tak bardzo, bardzo spodobało, chyba wszystko razem...

      Wojciechowska zrobiła dla telewizji TVN dwa cykle programów "Kobieta na krańcu świata" o kobietach z różnych zakątków naszego globu i ta książka to opis drugiego cyklu nagrań. Jedziemy więc m.in. do RPA, Tajlandii, Japonii i Etiopii. A w każdym miejscu ileś historii kobiet, ludzi, czasem wstrząsających, czasem zadziwiających, czasem po prostu zabawnych. Hipopotamica, która ogląda "Modę na sukces"? Jest. Japońska "księżniczka", która pracuje jako kierowca pojazdów wielkogabarytowych? Jest. Lekarka, która dziennie wykonuje ok. 20 operacji oczu? Jest. Kobieta nosząca ciężkie obręcze na szyi, by być bardziej atrakcyjna? Jest. Każda historia jest warta poznania, przemyślenia, zwłaszcza że autorka sama czasem zadaje pytania i nie szuka na siłę odpowiedzi, bo często szalenie trudno znaleźć odpowiedź... Przy okazji wplata kulturowe ciekawostki, trochę historii, wypowiedzi swoich rozmówców, a całość jest spójna i bardzo, bardzo wciągająca. I zdjęcia - świetne dopełnienie tego, o czym Wojciechowska pisze, dobitne potwierdzenie zadziwiających, czasem niewiarygodnych przygód. Teraz mam w planach zdobycie książki z relacją z nagrań pierwszego cyklu "Kobiety na krańcu świata" i reszty książek autorki, oby szybko. ;)

      Co prawda na końcu, ale mimo to bardzo ważne - dziękujemy za wszystkie słowa od Was, komentarze i obecność - cieszymy się, że lubicie do nas wpadać tak jak my do Was. :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „W podróży”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      morsia
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 sierpnia 2011 00:12
  • piątek, 19 sierpnia 2011
    • Happy Birthday, Ian :)


      Nie mogło być inaczej... :) Jak już rok temu wspominałam, 19. sierpnia zawsze piekę placek dla uczczenia urodzin Iana Gillana. Taka mała tradycja.

      Oto więc kolejne ciasto na kolejne urodziny:

      placek

      Ciężko mi tym razem przychodziło wybrać coś sensownego, ale że najciemniej jest pod latarnią, zdecydowałam się (po akceptacji Żuczka) na szkockie ciasto pomarańczowe (przepis tu) - w końcu Iana korzenie są właśnie tam... ;)

      Snując wspomnienia (niedawny koncert), słuchając ulubionych kawałków solenizanta, trochę podśpiewując i spełniając toast, pochłonęłyśmy prawie cały placek... Chyba więc dlatego, gdy tylko wróciłam do domu, wstawiłam do pieca szarlotkę. ;) Jak świętować, to świętować.

      Pisząc tę notkę, słucham ostatniej solowej płyty Iana, która nie dość, że jest rewelacyjna pod względem muzycznym, znacznie inna niż cały dorobek Deep Purple, to jeszcze ma dużo wspólnego z Polską...

      Ale mój egzemplarz jest bezwartościowy, bo zniszczony:

      autograf

      To było w 2009 roku, przed koncertem we Wrocławiu. Pochwaliłam się, że już kupiłam świeżutką płytę, a on wziął i pomazał! ;D I jak tu go nie kochać...?

      100 lat, Mistrzu! :*

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Happy Birthday, Ian :)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      gillanek
      Czas publikacji:
      piątek, 19 sierpnia 2011 23:52

Kalendarz

Grudzień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Kanał informacyjny

CANDY

WYMIANKI

O nas
Sporo nas łączy - Deep Purple, haft krzyżykowy, książki, krzyżówki, kawa, gotowanie - i tak dalej, i tak dalej... Gillanek jest bardziej twórcza, Morsia bardziej uparta w swoich pomysłach. Ale jakoś się dogadujemy. ;)

Kontakt z nami:
Morsia: morsiab(@)gmail.com
Gillanek: gillanek19.08(@)gmail.com

my


Darmowy licznik odwiedzin


Blogi, na które zaglądamy:

Brzydula
Codzienne życie
Drobiazgi Maknety
En in Tokyo
Gabrysiowe rękodzieło
Hafciki Marty
Haftomania Sebastiana
Haftowane prezenty
Haftowanki-cuda-wianki
Haftowanki Katarzyny
Haftowany blog
Hafty Beaty
It is what I like
Ja kobieta
Kasmatka
Klub szalonych robótek
Kolorowa mulinka
Kolorowe chwile
Koraliki Agi
Krzyżyki i nadmorskie klimaty
Krzyżykowe hobby
Krzyżykownia
Krzyżykowy świat Ewy
Love goes like...
Małe co nieco
Maniak zakupowo-haftowy
Mój świat i hafty
Myśli krzyżykiem pisane
Na przekór nudzie
Pagatkowy blog
Przystanek Kłodzko 3
Roboty ręczne
Robótki babci Vilemoo
Robótki Maleństwa
Robótki myślami pisane
Robótki Renuli
Robótkowa kraina Oli
Robótkowe klimaty
Robótkowe szaleństwa
Sabinkowe czytanie, w obłokach bujanie
Sabinkowe krzyżyki, papiery i nitki
Szafirowy zakątek
Szydełkiem przez duszę i inne katusze
Tin-Tin
W miękkich kapciach
W Pieguchowie
Wynalazki wolnego czasu
Yumi
Zacisze moje
Zielona Czarownica
Życie krzyżykiem przerywane

Źródło szablonu:

Fondos Sholy